Biuro Obsługi Klienta 887 874 734

Infolinia nieczynna

Godziny pracy:

pn.-pt.: 8:00 - 16:00
Wszystkie formy kontaktu i dane firmy

Koszyk jest pusty

Eventy i zawody

Relacja z Mistrzostw Świata w Triathlonie - Rotterdam 2017

18.09.2017

Udział w Mistrzostwach Świata na dystansie olimpijskim to dla mnie najważniejsze zawody tego sezonu. Biorąc pod uwagę, że był to mój debiut, imprezę potraktowałem jako doskonałą okazję, aby porównać formę z najlepszymi zawodnikami na świecie.

Ruszamy w drogę!

W drogę do Holandii wyruszyliśmy już w środę. 5 osób, 4 rowery, bagaże i zapasowe koła. Podróż minęła szybko, a my nie odczuliśmy dyskomfortu długiej jazdy. W planach mieliśmy przyjazd do Rotterdamu o poranku, aby zdążyć wziąć udział w treningu pływackim. Na miejscu pogoda nie zachęcała do treningu. Niska temperatura, deszcz i wiatr, a także perspektywa czekania trzech godzin w mokrych ubraniach na możliwość zameldowania się w hotelu, skutecznie przekonały nas do zrezygnowania z treningu. Udaliśmy się więc po odbiór pakietów startowych. Wieczorem odbyła się odprawa. Ciekawym jest fakt, że na jej miejsce wybrano kościół. Po przemówieniach, powitaniach i przedstawieniu reprezentacji, podczas której okazało się, że najstarszy uczestnik zawodów ma 87 lat, nastąpiła mniej oficjalna część. Piwo, wino, makaron, pokaz taneczny i DJ pozwoliły zrelaksować się przed zawodami i nieco poznać pozostałych zawodników.

Rozeznanie terenu i ostatnie przygotowania

W piątek postanowiliśmy poznać trasę wyścigu, która okazała się być trudna technicznie. W większości wiodła ścieżką rowerową, na której znajdowało się wiele ostrych zakrętów, progów zwalniających itp. Po południu kibicowaliśmy znajomym, startującym w kategoriach juniorek i młodzieżowców. Wielką przyjemnością było również poznanie legendy polskiego triathlonu, czyli Grzegorza Zgliczyńskiego. Przez błąd w strefie zmian nie udało mu się wskoczyć na podium w swojej kategorii i ostatecznie ukończył wyścig na piątej pozycji.

Nadszedł wielki dzień!

Dzień rozpocząłem przed 4 rano. Mijając holendrów wracających z klubów i pubów, poszliśmy do strefy T2, która okazała się być pełna błota. Na wypadek deszczu włożyłem buty do worka i ruszyłem do T1. Zostawiłem kask, buty i napompowałem koła. Po piątkowym małym wypadku musiałem jeszcze wymienić przednie koło i wyregulować hamulce. Biorąc pod uwagę nawierzchnię oraz spotykane na trasie wyścigu „atrakcje”, lekki bieżnik na zmienionej szytce okazał się być idealnym rozwiązaniem. Ruszyłem na miejsce startu. Na początek przykra niespodzianka, a mianowicie 15-minutowe opóźnienie. Po tym czasie…

Skok do wody!

Mając na uwadze obecne w tym sezonie kłopoty z ramieniem, pływanie rozpocząłem spokojnie. Gdy po przepłynięciu około 800m poczułem czyjąś dłoń na stopie, z ulgą stwierdziłem, że nie jestem ostatni. Wychodząc z wody plasowałem się na 75 miejscu w mojej kategorii. Dystans do strefy T1 był długi. Dopiero po 3 minutach biegu zdecydowałem się zdjąć piankę. W strefie z łatwością odszukałem rower (pozostało ich tam już naprawdę niewiele). Uzyskując 30 czas w T1, szybko ruszyłem gonić rywali. Dzięki wcześniejszemu rozeznaniu na trasie, wiedziałem co mnie czeka. Uślizgów tylnego koła nie liczyłem, ale z pewnością było ich więcej niż podczas całego sezonu. To wszystko dzięki licznym progom, kablom oraz nawierzchni, po której wiodła trasa. O ile zakręty i podjazdy były moją mocną stroną, o tyle na prostej kilku zawodników minęło mnie z prędkością sugerującą jakbym niemal stał w miejscu. Z efektów jazdy jestem zadowolony. 46 wynik w mojej kategorii. W strefie T2 przywitało mnie wspomniane wcześniej błoto, w którym niemal ugrzęzłem. Zakładając buty na ubłocone nogi prawie się poślizgnąłem, jednak wybiegając uzyskałem 24 czas w tej strefie. Rozpocząłem ostatni etap zawodów. Pokręcona trasa sprawiła, że mój GPS przestał wskazywać prawidłowe informacje. Obserwowałem więc jedynie tętno i własne samopoczucie. Pierwsze 3 km nie były rewelacyjne. Miałem wrażenie, że prawie nikogo nie wyprzedzam. Przy drugim okrążeniu nabrałem prędkości, co ostatecznie poskutkowało wynikiem 36:53min i 43 pozycją w mojej kategorii. Dla porównania zwycięzca zrobił to ponad 5 min szybciej!

W końcu opadły emocje

Zakończyłem zawody zadowolony. Strefa finishera była dobrze zaopatrzona, jednak przy wydawaniu rzeczy z depozytu spotkała mnie kolejna niemiła niespodzianka w postaci zagubienia mojego worka. Całe szczęście kolega miał większy zapas ubrań, a w namiocie medycznym otrzymałem folię NRC, która uchroniła mnie przed zapaleniem płuc. Tegoroczne Mistrzostwa Świata na dystansie olimpijskim zakończyłem ostatecznie na 58 miejscu w mojej kategorii.

Podsumowanie

Zawody uważam za dobrze zorganizowane. Trasa była trudna i wymagająca, ale ciekawa. Porównując konkurencję do tej, którą znam z Polski, różnica jest ogromna. Udział w takich zawodach dał mi możliwość sprawdzenia swojej formy na tle najlepszych triathlonistów. Myśląc o przyszłości, mam nadzieję, że za dwa lata znów będę chciał wystartować na Mistrzostwach Świata. Tym razem z lepszym pływaniem, jeszcze szybszym rowerem i bardziej zadowalającą formą biegową!
Autor

Marek Barczewski